Ktoś zostawił go na pastwę losu. Szczeniak porzucony przy drodze wołał o pomoc. Ktoś zostawił go na pastwę losu. Na oczach przechodniów i kierowców, tuż przy ruchliwej trasie, rozgrywał się prawdziwy dramat. W śmietniku ustawionym na poboczu drogi tkwił porzucony przez właściciela szczeniaczek. Zwierzę nie rozumiało, czym
Cierpliwość i częste ćwiczenie z psem prawidłowego zachowania powinno pomóc rozwiązać problem z gryzieniem rąk i nóg. Jeśli jednak wymienione wyżej metody nie działają, a pies ciągle chwyta nas zębami, warto rozważyć wizytę u psiego behawiorysty. Gryzienie u szczeniaków jest naturalne.
Cz.1 _____Kiedyś żyła sobie suczka rasy yorkshire terrier, miała ona imię Lu-lu.W obecnej chwili miała 2 latka.Zawsze ,gdy wychodziła na spacer ze swoją panią,spotykała bardzo dużo psów jej rasy.Pierwszego którego spotkała był 10-miesięczny york o imiemiu Max.Lu-Lu reagowała na niego bardzo spokojnie,a Max powarkiwał.Lu-lunatychmiast się rzuciła na Maxsa,a właścicielka Lu
CGBNDS Ręczniki plażowe śnieg szczeniak koń 76 x 152 cm bardzo duży ręcznik do rąk mikrofibra ręcznik kąpielowy do spa, pływaków, podróży, biwakowania, siłowni, jogi, basenu i łazienki dla mężczyzn i kobiet dorosłych dzieci : Amazon.pl: Dom i kuchnia
Jastrzębie Zdrój: pies wypadł z dziesiątego piętra bloku. W poniedziałek, 9 listopada, z redakcją skontaktował się jeden z Czytelników - pan Maciej, i opowiedział nam o zdarzeniu, do którego doszło w Jastrzębiu-Zdroju. Sytuacja była dość poważna, gdyż pies wypadł z dziesiątego piętra.
Szczeniak zwany Scooby Doo - wejściówka. Chórek: Scooby-Dooby, Scooby-Dooby-Doo, Scooby-Dooby, Scooby-Dooby-Doo! Solista: Znam miasteczko jak ze snu, Zagadek moc rozwiązuje tu. Nasz Scooby, sprytny Scooby Doo! Chórek: Scooby-Dooby-Doo, Scooby Doo! Solista: W paczce tej Kudłaty jest, Daphne, Fred, Velma też; I Scooby, łasy na chrupki pies!
p14TD. przepraszam za to, że narzekam... jest mi czasem wstyd, że tylko jęczę... przepraszam za długość... nie musisz tego czytać, może jak to wyrzucę z siebie przyniesie mi wewnętrzne katharsis... nazywam się pustka - pustka, pestka, p., wołajcie jak chcecie.. gdzieś się pogubiłam... w którym momencie świat wypadł mi z moich rąk, nie wiem już jak żyć... nie poznaję swojego życia... oddałabym wszystko, żeby cofnąć się z 3 miesiące wstecz. nigdy nie chciałam być kimś, kim teraz jestem... patrzę na siebie w lustrze i mam ochotę rozbić to lustro, gardzę twarzą, która się w tym lustrze odbija, to nie jestem ja... niech ktoś mi odda moją tożsamość nigdy w życiu nie miałam łatwo, ale zawsze zaciskałam zęby i pięłam się się do przodu, bo tak mówili, że trzeba... nigdy nie miałam dzieciństwa... za każdym razem kiedy chce je sobie przypomnieć widzę przed oczami ojca, za którego tak strasznie się wstydziłam... że przyjdzie pijany... tak strasznie się go bałam... pamiętam jak z mamą chowałam się w łazience i przykrywałam ją ręcznikiem, żeby nas nie znalazł i nie uderzył... mój brat, dużo starszy - miał dzieciństwo, wtedy ojciec jeszcze nie pił, mi ktoś to dzieciństwo odebrał... mając 7 lat uczyłam się rąbać drewno, bo "tatuś" pijany leżał w domu, a mi było zimno... trzeba było rozpalić w piecu... babcia od strony mamy odtrąciła mnie i mojego brata, za to, że matka wyszła za mąż, za ojca... a co ja byłam winna? czy to moja wina? pamiętam jak poszłam do niej i błagałam, żeby przyszła do mnie na komunie... powiedziała mi, że mam się wynosić... mam do niej straszny żal, a teraz, gdy jestem dorosła, matka każe mi z nią utrzymywać kontakt... odkąd pamiętam musiałam być odpowiedzialna, zawsze byłam ta ułożona, dobrze się ucząca, kochana córeczka... tak mi wmawiała mama... nigdy nie chciałam robić problemów, żeby nie dokładać zmartwień mamie... przez co czasem podchodzę do wszystkiego zbyt poważnie, wszystko biorę od siebie... od zawsze byłam gruba, brzydka, nieatrakcyjna... w przedszkolu, podstawówce, gimnazjum... zawsze przybierałam rolę ofiary, zawsze mnie gnębiono, naśmiewano się ze mnie... w gimnazjum przeszłam kryzys, chodziłam na tabletkach uspokajających, bo już sobie nie dawałam rady.. ale nigdy też nikt nie brał moich łez na poważnie... mogłam płakać, ile wlezie... i tak zawsze słyszałam, że po co stroję fochy i może przestanę w końcu ryczeć... kiedy moja pierwsza miłość, o którą tak się bardzo starałam, na którą czekałam półtora roku, robiłam wszystko, by tylko być z nim, stawiałam na głowie, żeby mnie docenił - zdradził mnie po 2 tygodniach, przespał się z moją przyjaciółką - od mamy usłyszałam jedynie pretensje, że kogo ja wybrałam, że to moja wina, że ona ostrzegała... nigdy ze mną nie rozmawiała... a ja tak potrzebowałam zwykłej rozmowy... zwykłego "co się stało córciu?" nie... to bylo zbyt wiele... przecież ja na to nie zasługuje.... od zawsze gruba, od zawsze na diecie.... moje diety doprowadziły mnie do kompulsów, później wymiotowałam, ale nie chce nazwać tego bulimią... wyszłam z tego... do dziś mam zakrzywiony obraz samej siebie. czy ważę 15 kg mniej czy 15 kg więcej zawsze jestem gruba... nigdy nie byłam w związku, żeby ktoś mnie obdarzył prawdziwą miłością... żebrze całe życie o miłość, zainteresowanie, daje z siebie wszystko, a nie otrzymuje nic... mi tak niewiele potrzeba, żeby się do kogoś przywiązać. mam ochotę przychylić wszystkim nieba, a tak często ludzie zrzucają mnie na samo dno piekła... cały czas do tej pory się jednak trzymałam... jednak pękam, rozpadam się każdego dnia, codziennie jest gorzej... czasami nie widzę sensu wstania z łóżka... bo po co? dla kogo? zawsze byłam pełna radości, optymizmu... wszystkich pocieszałam, kto zgasił we mnie ten promyk? kto mnie tak stłamsił? miałam tyle planów... a teraz... jedyne co mam... to płacz i blizny na udzie... nie umiem, nie potrafię... niech mi ktoś odda moje życie... przepraszam za ten wywód, nie oczekuje nawet żadnych odpowiedzi, sobie chociaż popiszę i to z siebie wyrzucę....
Bartosz Wojsa Spędziłem jeden dzień w pracy z lekarzami weterynarii z Kliniki Weterynaryjnej w Katowicach-Brynowie. Były chwile wzruszające, ale i trudne, gdy zwierzęciu nie można pomóc. Trzymajcie kciuki za ciężko chorą Tinę i jej pana i za małego kotka, który wypadł z okna. Jest piątek, godzina 11, gdy wchodzę do Kliniki Weterynaryjnej w Katowicach-Brynowie. W poczekalni czeka już młody buldożek francuski, Borys, i wita się ze mną. Niedaleko na ławeczce siedzi wystraszony shih tzu, a jeszcze dalej na swoją kolej czeka kundelek. Poczekalnia pęka w szwach. - Może pan przejść do gabinetu - przemiła pani z recepcji kieruje mnie prosto do pomieszczenia, w którym małych pacjentów przyjmuje dr Aleksandra Paczkowska. Zaczęła się prawdziwa praca, choć mogłem jedynie pomagać, np. trzymać zwierzęta, wszelkie inne czynności wykonują lekarze. Praca ze zwierzakami podobna do tej z małymi dziećmi Dr Paczkowska to wybitna specjalistka. Od 16. roku życia, czyli od 23 lat, działa w katowickiej klinice - najpierw jako wolontariuszka pomagała lekarzom, a potem skończyła studia. Na stałe zatrudniona została 13 lat temu. Ale już w wieku 6 lat wyznała, że będzie w przyszłości lekarzem weterynarii. I swój cel osiągnęła. - Nie mamy czasu do stracenia - rzuciła, gdy tylko pojawiłem się w sali, witając się ze mną i fotoreporterką DZ. Czas rzeczywiście jest w pracy weterynarzy niezwykle ważny, tym bardziej kiedy klientów danego dnia jest mnóstwo. Jedną z pierwszych pacjentek jest 4-letnia suczka Luna, którą do lekarzy przyprowadziły właścicielki: Renata Wojtala i jej córka Kasia. Podejrzenie? Kleszcz. Nie pierwszy, który zaatakował Lunę. To poważny problem dla właścicieli czworonogów, zwłaszcza w wiosenno-letnim okresie. Dr Paczkowska najpierw wita się z psiakiem, później dokładnie wypytuje panie o objawy i sposób zachowania psa. W końcu zaczyna szukać niechcianego pasażera na ciele zwierzaka. - Mam! Na brzuchu, jeszcze żywy - mówi lekarka, wyciągając ruszającego się kleszcza z ciała Luny. Nie zdążył się jeszcze dokładnie zagnieździć, więc szybka reakcja właścicielek zapobiegła ewentualnym powikłaniom. Pierwszy sukces. - Jeszcze w czasie studiów żartowałam z koleżankami studiującymi medycynę, że pracę w weterynarii można by porównać do oddziału pediatrycznego w szpitalu - mówi dr Anna Dziurdzia, przyjmująca w sali obok. - Tutaj też pacjent nie powie nam, co mu dolega, podobnie jak malutkie dziecko. Musimy bazować na relacji opiekunów i jego reakcjach na to, co robimy - dodaje. Wtedy do sali dr Dziurdzi wchodzi 2-letni Ciastek, który widocznie kuleje na jedną łapę. To jack russell terrier, ogólnie - wyjątkowo grzeczny, ale gdy trafia na lekarski stół - nie pozwala się dotknąć. - Takie masz niewinne imię, a taki jesteś waleczny - śmieje się dr Dziurdzia, sprawdzając łapę Ciastka. Nie reaguje na ucisk, wydaje się, że wszystko jest w porządku. Ale będzie musiał mieć zrobione zdjęcie rentgenowskie podczas następnej wizyty. Dzisiaj nie był na czczo, więc to niemożliwe. Poruszająca historia suczki Tiny i jej fatalna diagnoza Właściwie nawet na moment nie ma chwili przerwy, by porozmawiać z lekarzami o ich pracy. Trzeba więc czekać, aż skończą zmianę. Wszystko odbywa się na pełnych obrotach, a klienci wchodzą jeden za drugim. Oprócz psów pojawiają się też koty - jeden z nich to Figa potrzebująca kroplówki, drugi to maluch ze złamaną szczęką, bowiem wypadł z okna i mocno się pokiereszował. Zjawiła się też kobieta z królikiem - przy pyszczku zwierzaka pojawiła się niepokojąca narośl, którą trzeba będzie zbadać. Większość pacjentów to jednak psy. Jeden z nich, Czarek, to 7-miesięczny szczeniak, który został potrącony przez samochód. - Wystarczyła chwila nieuwagi, nie wiem, jak to się stało - mówi zatroskany właściciel. Szybkie zdjęcie rentgenowskie i jest diagnoza: nic poważnego się nie stało. końcu wchodzi Kacper Bisanz. U jego boku drepcze 7-letnia Tina. Od razu przykuwa moją uwagę: bardzo przyjazna, domaga się głaskania. Ale nie ma jednego oka. - Została odebrana kobiecie, która źle ją traktowała. Nie wiedziała nawet, ile jej pies ma lat. Gdy sukę uratowano, była bardzo zaniedbana. Brak oka, brudne dredy zamiast sierści, coś strasznego - opowiada nam Kacper. Dziś Tina wygląda zupełnie inaczej: lśniąca, puszysta sierść, piesek jest bardzo wesoły. Nie zraził się do człowieka, choć ten wyrządził mu wiele krzywdy. Kacper przyszedł z Tiną po wyniki badań, bowiem ostatnio#suczka zachowuje się nietypowo. Nie przeszkadza jej to jednak w szalonych zabawach z rocznym Monte, drugim psem, którego Kacper ma w domu. - Nie mam dobrych wieści - mówi dr Paczkowska. Razem z Kacprem oglądamy zdjęcia rentgenowskie, a kolejne wyjaśnienia lekarki zwiastują najgorsze. Tina ma najpewniej raka z przerzutami, zostało jej kilka tygodni, może miesięcy życia. Dla Kacpra to fatalna diagnoza, nie może powstrzymać łez. Suczka była u niego zaledwie od trzech tygodni, uratował ją z rąk oprawcy, a teraz prawdopodobnie będzie musiał się z nią pożegnać. - Chemioterapia mogłaby przedłużyć jej życie, ale jednocześnie wydłuży też cierpienie. Jest taki lek, który spowalnia rozwój guza u psów. To mogę zaproponować - mówi dr Paczkowska. Widać, że zna się z Kacprem, są na „ty”. Gdy chłopak wychodzi, w gabinecie jeszcze przez jakiś czas panuje grobowa cisza. A pracować trzeba... Jaszczurki, ptaki, węże. I koza na tylnym siedzeniu seicento - Mieliśmy w swojej klinice zwierzęta wszelkiej maści. Były jaszczurki, kameleony, węże, trafił nam się nawet kiedyś sokół i sowa - wyliczają dr Paczkowska i dr Dziurdzia. - Praca w tej klinice wymusza na nas, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, ciągłe kształcenie się i poznawanie kolejnych zwierząt oraz gatunków, tak, by móc każdemu z nich jak najlepiej pomóc - podkreślają. To, zdaniem wielu, sprawia, że praca lekarzy weterynarii często jest trudniejsza niż praca lekarza w szpitalu dla ludzi. Organizm ludzki jest bowiem jeden, zwierzęcych - dziesiątki, setki odmian. - Na studiach miałam często więcej materiału do przyswojenia od koleżanek z medycyny - przyznaje dr Anna Dziurdzia. Klinika Weterynaryjna w Brynowie to jedyna klinika w Katowicach i jedna z nielicznych w regionie, która przyjmuje pacjentów siedem dni w tygodniu, 24 godziny na dobę. To sprawia, że pojawią się tu różni pacjenci o różnych porach. - Kiedyś zdarzyło mi się operować koło 3 w nocy, a innym razem na tylnym siedzeniu samochodu seicento badałem kozę Maszę, którą przywiozła właścicielka - opowiada dr Krzysztof Czogała, który w 1994 roku od podstaw stworzył klinikę w Brynowie. Uczestniczył we wszystkich etapach jej powstawania, a następnie rozbudowy - od fazy projektów architektonicznych i geodezyjnych, poprzez prace budowlane, na wykończeniu i wyposażeniu obiektu skończywszy. Akurat wyszedł z sali operacyjnej i znalazł chwilę, by ze mną porozmawiać. - Mamy wykwalifikowany personel, świetnych lekarzy, trzy gabinety przyjęć, dwie sale operacyjne i dwie przedoperacyjne, stanowiska intensywnej terapii, aparaty do narkozy, ozonoterapii, laseroterapii, tlenoterapii... Mógłbym długo wymieniać - wylicza dr Czogała. I dodaje: - Wszyscy mówią, że najważniejsze w tym zawodzie są zwierzęta i owszem, są. Ale dla mnie najpiękniejsze jest zadowolenie właścicieli. Uzurpuję sobie prawo do leczenia dwóch stron, ponieważ choroba czworonoga, który jest po prostu członkiem rodziny, jest takim samym przeżyciem dla właściciela jak choroba dziecka i tak też się ją u nas traktuje. Sam jestem właścicielem czworonogów i wiem, jak na nie patrzę. Staram się więc robić to samo, patrząc i lecząc moich pacjentów - mówi. W klinice pracuje także jego żona. Pasję rodziców odziedziczyła też córka, która również pracuje jako lekarz zmiany, można chwilę odpocząć. Czy na pewno? Gdy kończy się zmiana dr Paczkowskiej, razem z nią i dr Dziurdzią przechodzimy do gabinetu na piętrze, by chwilę spokojnie porozmawiać. Panie zgodnie przyznają, że w tej pracy najważniejsza jest pasja i miłość do zwierząt. Bez tego nie ma sensu brać się do tego zawodu. - Radość każdego klienta i zwierzaka jest w tym zawodzie najpiękniejsza. Uwielbiamy chwile, w których przyjmujemy porody zwierząt, a to też robimy w naszej klinice, i patrzymy, jak na świat przychodzą nowe maluchy. To niesamowite uczucie - mówią lekarki. - Pojawiają się oczywiście momenty trudne, kiedy na przykład musimy uśpić jakiegoś zwierzaka, pożegnać się z nim. Piękne jest jednak to, jakim zaufaniem darzą nas tutaj ludzie. Oddają w nasze ręce swoje zwierzaki i nawet gdy te w końcu odchodzą, przychodzą z kolejnymi. To jest poruszające - podkreślają. Puk, puk. Kiedy kończymy rozmowę, do gabinetu wchodzi jedna z lekarek. - Pani doktor, klientka pyta, czy porozmawia pani z nią jeszcze - zwraca się do dr Paczkowskiej. A ona, choć oficjalnie skończyła dziś pracę, bez wahania odpowiada: - Oczywiście, idę. Bo w tej pracy ważna jest pasja i powołanie.
Opiekunowie szczeniaka muszą podjąć masę ważnych decyzji, które wpłyną na całe przyszłe życie ich psa. Jednym z pierwszych dylematów jest ten dotyczący prawidłowej socjalizacji szczeniaka w czasie kwarantanny poszczepiennej. Pojawiają się pytania o to czy wychodzić ze szczeniakiem na spacery? Kiedy rozpocząć naukę czystości na zewnątrz? Czy pozwolić maluchowi na kontakty z innymi psami i ludźmi? I wiele innych. Temat kwarantanny i socjalizacji jest dość złożony. Balansujemy tu pomiędzy zdrowiem, a czasem nawet życiem szczeniaka, a jego prawidłowym rozwojem psychicznym i emocjonalnym. Na początek zajmijmy się tematem zdrowia. Zdrowie szczeniaka Tuż po porodzie szczeniaki piją siarę. Jest to pierwsza wydzielina z gruczołów mlekowych matki. Zawiera nie tylko masę składników odżywczych ale też przeciwciała, które dają maluchom odporność na wiele groźnych chorób. Pomiędzy 8 a 12 tygodniem życia poziom odporności u szczeniąt stopniowo spada. Dlatego w tym czasie rozpoczyna się szczepienia na najgroźniejsze choroby zakaźne. Zgodnie z zaleceniami Zespołu do Spraw Szczepień Światowego Stowarzyszenia Lekarzy Weterynarii Małych Zwierząt (WSAVA), szczepienia dla psów można podzielić na trzy grupy. Są to szczepienia zasadnicze, którym powinny być poddane wszystkie psy. Należą do nich szczepienia przeciw wściekliźnie, nosówce, parwowirozie oraz wirusowemu zapaleniu wątroby. Szczepienia dodatkowe, które są zalecane niektórym psom w związku z ich trybem życia i stanem zdrowia. Są to między innymi szczepionki przeciw leptospirozie, boreliozie czy kaszlowi kenelowemu. Trzecią grupę stanowią szczepienia niezalecane ze względu na niewystarczające podstawy naukowe uzasadniające ich stosowanie. Do tej grupy należy szczepionka przeciw koronowirusowi psów. Niektóre szczeniaki mają niski poziom przeciwciał i mogą być szczepione wcześniej. Inne z wysokim poziomem przeciwciał wytworzą odporność poszczepienną dopiero po 12 tygodniu życia. Dlatego zespół do Spraw Szczepień Światowego Stowarzyszenia Lekarzy Weterynarii Małych Zwierząt zaleca wykonywanie pierwszego szczepienia w wieku 6-8 tygodni, a następnie powtarzanie go co 2-4 tygodnie do uzyskania przez szczeniaka 16 tygodni lub nawet trochę dłużej. Kwarantanna Warto wiedzieć, że szczeniak nie uzyska pełnej odporności na chorobę, przeciw której został zaszczepiony, od razu. Organizm potrzebuje trochę czasu, by wytworzyć odpowiednie przeciwciała i uzyskać odporność. Najszybciej, bo już nawet po 1 dniu od szczepienia, rozwija się odporność na nosówkę. Jednak w przypadku parwowirozy odporność pojawia się, w zależności od użytej szczepionki, od 5 dni do nawet 3 tygodni. Dlatego lekarze weterynarii, w trosce o zdrowie szczeniaków, rekomendują 2-3 tygodniową kwarantannę poszczepienną. W tym czasie, aby zmniejszyć prawdopodobieństwo zarażenia się groźną chorobą, zaleca się nie tylko pozostanie ze szczeniakiem w domu ale też unikanie kontaktu z innymi zwierzętami czy ludźmi. Trzeba jednak mieć świadomość, że samo pozostanie ze szczeniakiem w domu nie gwarantuje nam, że maluch czymś się nie zarazi. Codziennie na ubraniach, butach i rękach przynosimy do domu masę wirusów, bakterii i innych patogenów. Jeżeli chcecie sumiennie przestrzegać kwarantanny, powinniście starannie dezynfekować buty, ubrania i ręce. Między 4 a 12-16 tygodniem życia szczeniaka trwa tzw. okres socjalizacji. Jest to jeden z najbardziej krytycznych etapów rozwoju szczeniaka. W tym czasie psiaki uczą się jak funkcjonować w otaczającym je świecie. Wszystko co wtedy poznają i skojarzą w pozytywny sposób, będzie później normalną częścią otaczającej je rzeczywistości. Natomiast wszystko czego nie poznają lub co skojarzą sobie negatywnie, może w przyszłości skutkować wycofaniem i lękiem. Ten lęk niestety często przeradza się później w agresję. Szczeniak, którego środowisko jest ubogie może wyrosnąć na niepewnego siebie, niestabilnego emocjonalnie i reaktywnego psa. Będzie mniej odporny na sytuacje stresowe a jego zdolności uczenia się mogą być ograniczone. Okres socjalizacji jest bardzo krótki. Trwa tylko 2-3 miesiące i niestety pokrywa się z kwarantanną poszczepienną. Braków z okresu socjalizacji nie da się później odrobić. Dlatego tak ważne jest żeby szczeniak w tym krytycznym okresie rozwoju poznał i pozytywnie sobie skojarzył jak najwięcej różnych miejsc, tekstur, przedmiotów, dźwięków, smaków, osób, psów i innych zwierząt. Jak zorganizować socjalizację w okresie szczepień szczeniaka? Weterynarze zalecają kwarantannę po szczepieniach w trosce o zdrowie i życie szczeniaków. Behawioryści namawiają by socjalizować szczeniaki w trosce o prawidłowy rozwój psychiczny i emocjonalny. Kogo słuchać i jak postępować ze szczeniakiem w tych pierwszych tygodniach w nowym domu? Niestety nie ma jednej dobrej odpowiedzi na to pytanie. Każdy opiekun psa mieszka w innym miejscu i ma inny tryb życia. W związku z tym ryzyko zarażenia szczeniaka jakąś groźną chorobą też będzie inne. Mieszkając na wsi, czy na terenach podmiejskich, mamy zwykle większe szanse na kontakt z dzikimi, często nieszczepionymi zwierzętami, które mogą przenosić groźne choroby. Natomiast w miastach większość osób szczepi swoje psy, odrobacza je i dba o ich zdrowie. Dlatego tu szansa na zarażenie szczeniaka będzie stosunkowo mała. Warto wykazać się więc zdrowym rozsądkiem i dokładnie rozważyć wszystkie za i przeciw zarówno kwarantanny poszczepiennej, jak i socjalizacji. Zapytaj weterynarza Na pewno dobrym pomysłem będzie kontakt z okolicznymi przychodniami weterynaryjnymi i dokładne wypytanie kiedy w okolicy pojawiły się groźne dla szczeniaka choroby. Jeżeli sporo osób zgłasza się z psami chorymi na wściekliznę, nosówkę czy parwowirozę, to szansa zachorowania naszego szczeniaka będzie na pewno większa. Jeśli zaś od dłuższego czasu żadne groźne choroby w okolicy nie występowały, to trzymanie szczeniaka w domu przyniesie więcej strat niż korzyści. Spacery w czasie kwarantanny Jeśli zdecydujecie się wychodzić na spacery ze szczeniakiem w okresie kwarantanny poszczepiennej, wybierajcie stosunkowo bezpieczne miejsca. Zawsze trzymajcie szczeniaka na długiej, lekkiej smyczy. Dzięki temu będziecie mogli łatwiej kontrolować, czy psiak nie zjada śmieci lub odchodów. Jeżeli obawiacie się o zdrowie swojego szczeniaka, ale zależy wam na zaznajomieniu go z otaczającym światem, możecie umieścić go w torbie socjalizacyjnej. Może to być zwykła materiałowa torba z szerokimi uchwytami do noszenia. Powinna być na tyle głęboka, by szczeniak z niej nie wypadł, ale na tyle płytka, by jego głowa wystawała na zewnątrz. Dzięki temu maluch będzie miał możliwość obserwacji otaczającego świata w bezpieczny sposób. Nawet taki ograniczony spacer da szczeniakowi możliwość poznania wielu bodźców i zdobycia nowych doświadczeń. Psie Przedszkole Dobrym pomysłem jest też udział w zajęciach psiego przedszkola. Tego typu zajęcia dla szczeniaków są organizowane w wielu psich szkołach w całym kraju. Ważne tylko, by kurs był prowadzony z głową, przez doświadczonego trenera lub najlepiej behawiorystę. Niestety wiele zajęć dla szczeniaków polega głównie na szalonej zabawie. Jeżeli podczas socjalizacji nauczymy szczeniaka, że drugi pies oznacza tylko ekscytację i niekończące się szaleństwo, to spokojne minięcie się z innym psem na chodniku może być w przyszłości niemożliwe. Dlatego na moich zajęciach psiego przedszkola uczę szczeniaki przede wszystkim budowania silnej relacji z ich opiekunami, skupienia, opanowania emocji, odpoczywania w obecności innych psów czy podstaw posłuszeństwa. Wzbogacanie środowiska szczeniaka Pamiętajcie też o wzbogacaniu środowiska szczeniaka w domu. Im więcej różnych bodźców maluch pozna i pozytywnie sobie skojarzy, tym lepiej. Warto więc mieć w domu zabawki o różnych kolorach, teksturach i wydających różne dźwięki. Można też uczyć szczeniaka poruszania się po różnych powierzchniach, jedzenia w różny sposób, w różnych miejscach w domu. Należy też zaznajamiać go z różnymi dźwiękami i przedmiotami. Praca włożona na wczesnym etapie rozwoju szczeniaka zaprocentuje w jego dorosłym życiu. Ostatecznie każdy opiekun szczeniaka jest za niego odpowiedzialny i sam musi wyznaczyć rozsądną granicę pomiędzy zdrowiem fizycznym i psychicznym swojego psiaka. Jenak według mnie zaniedbanie etapu wczesnej socjalizacji jest najgorszą rzeczą, jaką możemy zafundować swojemu psu. Źródła Day, Horzinek, Schultz i Squires 2016. Zalecenia do szczepień psów i kotów Opracowane przez zespół do spraw szczepień (VGG) Światowego Stowarzyszenia Lekarzy Weterynarii Małych Zwierząt (WSAVA)
Przedziwny splot wydarzeń sprawił, że mamy kolejnego psa*. Szczeniaka w dodatku i to całkiem małego, 8 tygodniowego. I w zasadzie nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że mamy aktualnie dwa szczeniaki, drugi ma pół roku. Jak dajemy radę z psimi maluchami i czterolatkiem? Jak uniknąć konfliktów na linii dziecko – szczeniak, jak przetrwać burzliwy etap wymiany psiego uzębienia bez strat w zabawkach i afer z tego tytułu? Podpowiem Wam, jakie są nasze sposoby, jak nam się to bezproblemowo udaje. Bo to już trzeci pies, który wychowuje się razem z Lwem. 1. Daj dziecku poczuć, że jest ważne. Pojawienie się szczeniaka w domu wywraca funkjonowanie domu do góry nogami. I nikt mi nie powie, że jest inaczej. Dziecko, które było najbardziej absorbujące, nagle ma poczucie, że schodzi na drugi plan. I to jest tak naprawdę zarzewie konfliktów. Dziecko czuje powiew rywalizacji o naszą atencję, choć nam się wydaje, że zupełnie nie ma powodu, żeby tak się zachowywać. Tymczasem zamiast budować z klocków wycieramy kolejną mokrą plamę i biegniemy z psem na spacer. Jak więc zatem uniknąć tej rywalizacji? - zachęć dziecko do wymyślenia psu imienia, - zabieraj dziecko na wizyty do weterynarza, może pomóc trzymać psa, pilnować książeczki zdrowia zwierzaka. - pozwól dziecku być odpowiedzialnym właścicielem psa, dzieci doskonale sobie radzą w karmieniu szczeniaków. Jak to zorganizować? Dajesz dziecku psią miskę na kolana, i z ręki podaje psu suchą karmę. Ta rada sprawdza się doskonale, wszystkie nasze 3 psy tak były karmione przez Lwa. - pozwól dziecku nagradzać psa, brać czynny udział w nauce szczeniaka. Ja pracuję z psami z gwizdkiem, nagradzam smaczkami. Gdy idziemy na spacer, Lew czasami bierze swój gwizdek, wtedy używa go w sposób jaki ustaliliśmy i przywołuje psa oraz go nagradza. 2. Zaangażuj dziecko w obowiązki dotyczące szczeniaka Trzylatek doskonale radzi sobie z pilnowaniem, by pies miał zawsze świeżą wodę. Czterolatek doskonale pomaga w sprzątaniu siuśków z podłogi. Widzę teraz, jak część z Was się krzywi. Bez przesady, tak samo jak i my sprzątamy i myjemy ręce, tak samo może zrobić to dziecko. Nawet jeśli sprzątnie niedokładnie, lepiej dyskretnie poprawić i głośno pochwalić dziecko, niż odsuwać go od obowiązków nieuchronnie związanych z posiadaniem szczeniaka. Ja angażuję Lwa również we wspólne spacery czy psie treningi, i rośnie mi rewelacyjny mener. 3. Chroń zabawki dziecka To często największe zarzewie konfliktów. I nie ma co się dziwić, my wychodzimy z siebie, gdy pies nam zeżre nowe buty, dlaczego zatem dziecko ma się czuć inaczej? Nawet jeśli w naszym mniemaniu zniszczony przedmiot nic nie znaczy, to dla dziecka przeżuta karta piłkarska z piłkarzem o którym nigdy nie słyszeliśmy to tragedia niczym koniec świata. Nie bagatelizujmy, nie spłycajmy problemu. tłumaczmy. Ja, gdy takie sytuacje mają miejsce, zawsze odwołuję się do wydarzeń z dzieciństwa Lwa, gdy sam niechcący coś zniszczył. Tłumaczę używając analogii, że szczeniak to tak jak małe dziecko. Ale generalnie zamiast gasić pożary unikam ich. W wieku, gdy szczeniaki wszystko kradną i dewastują zachęcam do zabaw przy stole, a jeśli jest wena do zabawy na podłodze po prostu tłumaczę, ze bezpieczniej dla zabawek będzie, jeśli przymknie drzwi. Uczę też Lwa odpowiedzialności i konsekwencji zostawiania otwartych drzwi do pokoju. Nie pozwalam nigdy by rzucał psom swoje zabawki. Zabawki psie z kolei u nas nigdy nie są dostępne dla psów cały czas. Są schowane i wyjmujemy je na czas zabawy. I wtedy też pozwalam, by Lew rozdawał „zasoby” psom i z nimi się bawił. 4. Stopuj kretyńskie zabawy Zarówno szczeniaki jak i dzieci mają tendencje do szaleństwa i głupawki. Warto mieć jednak z tylu głowy, ze to co śmieszy nasze dziecko w wykonaniu małej kilkutygodniowej kulki, za kilka miesięcy gdy kulka będzie ważyć 20 kg i mieć pełna klawiaturę stałych zębów może być mało zabawne i niebezpieczne. Takie zabawy, które nie są przerywane zwykle kończą się płaczem i frustracją na szczeniaka. Zatem lepiej przerwać je, zanim osiągną niebezpieczny poziom, gdzie rwą się ubrania, niszczą meble i małe psie zębiska robią małe dziurki w dziecięcych łydkach. Nigdy nie pozwalaj dziecku drażnić psa, dręczyć go i krzywdzić. 5. Motywuj Choć co do tablic motywacyjnych zdania są podzielone, jeśli nie jesteś z radykalnej frakcji anty, możesz spróbować. U nas spisuje się świetnie. Codziennie można zdobyć naklejkę za stosunek do psów. Zdobyć lub stracić. U nas dziennie można zdobyć 4 punkty, czyli tygodniowo 28. Nagroda jest po zdobyciu 20. Pułap realnie osiągalny nawet przy „kręconym czterolatku”. Z psami związana jest też naklejka „pomocna dłoń”. To m. in. pomoc przy karmieniu psów, wycieraniu łap, nalewaniu wody, sprzątaniu po szczeniaku. 6. Gdy czujesz, że zaraz rozpęta się wojna izoluj. Ja jestem zwolenniczką klatek kennelowych. Gdy kiedyś słyszałam o tym, pukałam się w czoło. Klatka przy małych dzieciach sprawdza się doskonale, dla szczeniaków, nie dla dzieci. I robimy to zwykle dla dobra psa, rzadziej dziecka. Znacie tę porę dnia gdy dzieci dostają „kociej mordy” i „pizgają złem”? Wtedy nawet najgrzeczniejszy szczeniak pokaże pazurki. Z doświadczenia wiem też, że gdy przychodzą do nas dzieci w odwiedziny, pies bezpieczniejszy jest w klatce. Ma tam święty spokój, bo wiadomo, że i świętego można zagłaskać. 7. Miej czas dla dziecka Dziecko które do tej pory było numerem 1, potrzebuje czasu tylko dla niego, tak jak i do tej pory. Bez odrywania się przez nas od zabawy, by posprzątać kałużę czy wyrwać z małej mordki przeżute puzzle i zmiażdżonego ludzika Lego. Jeśli nie jesteś w stanie zgrać czasu gdy szczeniak wypoczywa z czasem, który masz dla dziecka patrz punkt 6. 8. Wyluzuj Okres szczenięcy na szczęście nie trwa wiecznie. Pamiętaj, że szczeniaki szybko rosną i mądrzeją. I nawet jeśli początki są trudne, jeśli masz dość kolejnej batalii o pogryzione kapcie i wycierania kałuż, za pół roku będziesz ze śmiechem wspominać jaki szczeniak był malusi. *kolejny pies czyli piąty. Tak gwoli wyjaśnienia jakby ktoś się pogubił.
Pięć lat więzienia grozi 27 letniej kobiecie, która zajmowała się swoim 4 miesięcznym synkiem, mając w organizmie 3, 2 promila o godz. patrol z Komisariatu Policji w Świebodzicach został poinformowany o awanturze w jednym z mieszkań na terenie Świebodzic. Przed przyjazdem policjantów z mieszkania wyszła 27 letnia nietrzeźwa kobieta, która na rękach miała swojego 4 miesięcznego synka. Poinformowany o tym patrol Policji rozpoczął poszukiwania matki z dzieckiem. Na jednej z klatek schodowych policjanci odnaleźli kobietę z małym dzieckiem na rękach, w czasie interwencji, gdy kobieta chciała przełożyć dziecko z ręki do ręki chłopiec wpadł jej z rąk, tylko refleks policjanta uchronił dziecko przed bezpośrednim uderzeniem główką o posadzkę. Policjant w ostatniej chwili złapał chłopca za śpioszki, w które był matka wraz z dzieckiem została przewieziona do miejsca zamieszkania. Dziecko było przemoczone i przemarznięte, temperatura na zewnątrz wynosiła 10 stopni Celsjusza. Chłopiec został przebrany, uspokojony i po chwili zasnął. Zgłaszający oraz matka chłopca zostali przebadani na alkoteście, okazało się iż matka ma w organizmie 3,20 promila alkoholu, a zgłaszający 2,20. Ponieważ w mieszkaniu nie było nikogo kto mógłby zaopiekować się chłopcem, maluch został zabrany przez Pogotowie Ratunkowe do Szpitala w Świebodzicach. Matka chłopca została zatrzymana do wyjaśnienia i wytrzeźwienia w policyjnym areszcie. Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera
szczeniak wypadł z rąk