A w psychologii swoją konkretną nazwę i definicję. Prof. KATARZYNA SCHIER: Odwrócenie ról w rodzinie nazywamy parentyfikacją. To sytuacja, kiedy dziecko staje się odpowiedzialne za rodzica i jest obarczane ponad swoje możliwości. Dzieje się to zwykle w sposób ukryty, kiedy np. ratuje mamę w depresji, pocieszając, albo przejmuje Parentyfikacja, czyli odwrócenie ról w rodzinie. Na pewno w swoim otoczeniu znacie i pamiętacie osoby, które jako dzieci były nad wyraz odpowiedzialne. Czasem dotyczyło to rodzin, w których jedno z Dlatego w dalszej części przedstawiamy 4 cechy charakterystyczne, którymi wyróżnia się toksyczna rodzina. 1. Toksyczna rodzina – brak indywidualności. Toksyczna rodzina charakteryzuje się na przykład tym, że nie ma w niej zbyt wiele miejsca na indywidualność danej jednostki. Z tego powodu to, co powinno być kwestią wyboru SHUS Wykład: Parentyfikacja doświadczenie odwrócenia ról w rodzinie. Perspektywa biograficzna w ramach cyklu: Przestrzeń dla młodych pracowników nauki mgr Barbara Chojnacka Wiecie czym jest parentyfikacja? Sytuacja, w której dziecko przejmuje role rodziców, to ogromne psychiczne obciążenie dla młodego człowieka. Niedawno był Dzień Mamy. Już niedługo - w czerwcu, będzie Dzień Taty. Dzieci i rodzice świętują. Niektórym jednak jest trudno. Właśnie w tych dniach. OU2s3. Parentyfikacja to sytuacja, kiedy dziecko przyjmuje role rodzica lub opiekuna wobec niego i innych członków rodziny. Ponieważ odpowiedzialność i zadania są ponad jego siły, aby realizować potrzeby innych, rezygnuje ze swoich. Destrukcyjna parentyfikacja wywiera wpływ na funkcjonowanie nie tylko w dzieciństwie, ale i dorosłym życiu. Jak sobie pomóc? spis treści 1. Co to jest parentyfikacja? 2. Parentyfikacja – grupy ryzyka 3. Typy parentyfikacji 4. Parentyfikacja w dorosłym życiu rozwiń 1. Co to jest parentyfikacja? Parentyfikacja jest zjawiskiem psychosocjologicznym, które polega na odwróceniu ról w rodzinie. W rezultacie dziecko pełni rolę opiekuna, partnera i powiernika dla swoich rodziców lub rodzeństwa. Wiąże się to z wieloma zadaniami, obowiązkami i obciążeniem, które przerastają możliwości dziecka, są bowiem nieadekwatne do poziomu jego rozwoju i możliwości emocjonalnych. Zobacz film: "#dziejesienazywo: Psychoterapia par - razem czy osobno?" Dziecko sparentyfikowane jest pozbawione poczucia bezpieczeństwa, beztroski i rodzicielskiej akceptacji, prawa do popełniania błędów i innych przywilejów dzieciństwa. Ponieważ poświęca swoje potrzeby egzystencjalne i emocjonalne po to, by zapewnić sobie opiekę i zainteresowania ze strony rodziców, staje się „niewidzialne”. Zjawisko parentyfikacji opisują także takie pojęcia jak inwersja ról, odwrócenie ról, „dzieci rodzicielskie" czy „dorosłe dzieci". Termin parentyfikacja został stworzony przez Ivana Boszormenyi-Nagy’ego i Geraldine Spark w 1973 roku. Parentyfikacja czasem nie ma charakteru patologii. Czynnikiem o tym decydującym jest głównie czas trwania okoliczności, w których dziecko musi spełniać role, do których nie czuje się dojrzałe oraz zakres zadań, do wykonywania których jest zobowiązywane. 2. Parentyfikacja – grupy ryzyka Ofiarami parentyfikacji padają dzieci rodziców: chorych, zarówno fizycznie, jak i psychicznie, samotnych z powodu śmierci drugiego opiekuna lub rozwodu, skonfliktowanych lub w trakcie rozwodu, uzależnionych od alkoholu czy narkotyków, ubogich, imigrantów, mających jedno dziecko (jedynacy), wychowujących niepełnosprawne dziecko, bardzo młodych, niedojrzałych i niezaradnych. 3. Typy parentyfikacji Wyróżnia się dwa typy parentyfikacji. To parentyfikacja emocjonalna i parentyfikacja instrumentalna. Typ emocjonalny: mówi się o nim, gdy dziecko staje się powiernikiem, przyjacielem, partnerem, "terapeutą" rodzica, a także buforem i mediatorem w konfliktach rodzinnych. Dzieje się tak, gdy matka bądź ojciec cierpią na jakieś zaburzenia, w tym depresję lub gdy czują się samotni, rozczarowani i przygnębieni swoim życiem czy związkiem. Typ instrumentalny: dziecko staje się opiekunem rodzica, dba o zaspokajanie potrzeb materialnych i fizycznych rodziny. Sytuacja zmusza je do pracy zarobkowej, załatwiania spraw urzędowych, dokonywania opłat czy opieka nad rodzeństwem bądź rodzicem. Parentyfikacja dzieje się często na poziomie nieświadomym, jedynie w przekazie „jesteś lepszy niż twój ojciec”, „jestem taka samotna” czy „bez ciebie sobie nie poradzę”. 4. Parentyfikacja w dorosłym życiu Specjaliści nie mają wątpliwości, że parentyfikacja to patologia i nadużycie, które przekłada się na brak poczucia bezpieczeństwa dziecka, a też swoje konsekwencje w przyszłości. Dziecko, które wychowywało się w rodzinie o odwróconych rolach, w życiu dorosłym zwykle jest bardzo odpowiedzialne, empatyczne i uczynne. Niestety ma również tendencje do brania odpowiedzialności za innych, a nawet za realizację zadań wpracy. Gdy pójdzie coś nie tak, odczuwa wstyd i poczucie winy, stosuje też samokaranie się. Konsekwencją parentyfikacji jest także przypisywanie sobie cech wymaganych przez otoczenie. Fałszywe „ja” wyraża się w myślach, emocjach i zachowaniu. Dorosłe dziecko, które było filarem rodziny w dzieciństwie, staje się siłaczem, Herkulesem, często zdradza cechy osobowości masochistycznej czy narcystycznej. Ale to nie wszystko. Obserwuje się także zaburzenie regulacji i rozpoznawania emocji. Manifestuje się to także jako nieodczuwanie niektórych emocji, co odbierane jest jako zamrożenie. Typowa jest izolacja społeczna i poczucie osamotnienia, lęk i brak zaufania w relacjach z innymi, ale także depresja, zachowania autodestrukcyjne czy myśli samobójcze. Ofiara wykorzystywania rodzicielskiego w dorosłym życiu często staje się własnym wrogiem. Zdarza się, że pojawiają się zaburzenia somatyczne, na przykład bóle głowy, brzucha czy kręgosłupa oraz choroby, takie jak astma, alergie, choroby kardiologiczne i dermatologiczne i wrzody. Jak sobie pomóc? Każda dorosła osoba, która padła ofiarą parentyfikacji, powinna skorzystać z pomocy psychoterapeuty. Terapia prowadzona przez wykwalifikowanego specjalistę umożliwia rozwój i przepracowanie mechanizmów psychologicznych oraz doświadczenie traumy relacyjnej i jej konsekwencji w dorosłym życiu. Zobacz także: Skorzystaj z usług medycznych bez kolejek. Umów wizytę u specjalisty z e-receptą i e-zwolnieniem lub badanie na abcZdrowie Znajdź lekarza. polecamy Niestety ten artykuł został do listy artykułów artykuły coachów Załóż konto za darmo Każde dziecko powinno mieć wspaniałe dzieciństwo, pełne uśmiechu i beztroski. Powinno być doceniane, przytulane i traktowane jak… dziecko. Co jednak w sytuacji, gdy następuje odwrócenie ról w rodzinie, gdy to ono przejmuje obowiązki? Gdy jest dzielnym dzieckiem, na którego barkach spoczywa o wiele więcej, niż powinno? To parentyfikacja – założenie dziecku maski – bajka o KopciuszkuCzym jest parentyfikacja?Zdrowa czy destrukcyjna parentyfikacja?Rodzina funkcjonalna, czyli jaka?Rodzinne zjawisko parentyfikacjiJakie formy przybiera parentyfikacja?Kategorie parentyfikacjiMały, dzielny człowiekParentyfikacja – bajka o KopciuszkuChcę opowiedzieć Ci bajkę, którą pewnie dobrze znasz, ale do tej pory była tylko opowieścią z kart dziecięcej książki. Kojarzysz przecież Kopciuszka – dzielną dziewczynkę, która miała zdecydowanie więcej obowiązków, niż była w stanie udźwignąć. Bez względu na wersję, a było ich kilka, nie zmienia się fakt nieobecności mamy i to, że wychowuje ją macocha. Kopciuszek musiał sprzątać, palić w piecu, zajmować się zwierzętami i wyręczać domowników w wielu czynnościach. Nie brzmi to jak typowe dzieciństwo małej dziewczynki, prawda?Kopciuszek zmuszany był do troski i opieki nad innymi, był osamotniony, a wspomnienie relacji z mamą było niezwykle silne. W historii pojawia się też książę, bal i ogromna chęć wyrwania się z dotychczasowego zaczyna się, więc od lęku przed dorastaniem i prowadzi do konfrontacji z opiekunami, zderzenia systemu wartości z oczekiwaniami. Moment wejścia w dorosłość i usamodzielnienia się, jest jedyną realną opcją powiedzenia “nie” i przerwania pracy ponad siłę, służenia innym, uwolnienia się od cudzych problemów i oczekiwań. Często dorośli, którzy doświadczyli parentyfikacji pozostają przez całe życie w stanie napięcia i jest parentyfikacja?Najprościej parentyfikację można określić mianem odwrócenia ról. To taka sytuacja, gdy na barki dziecka spada o wiele więcej, niż jest ono w stanie udźwignąć. Często o takich maluchach mówi się “dzielne dziecko” i zwraca się uwagę na to, jak świetnie radzą sobie z niezwykłej sytuacji. Tylko czy tak właściwie powinno być? Czy dziecko powinno pełnić rolę opiekuna?Artykuł powstał na bazie książki autorstwa prof. dr hab. Katarzyny Schier – “Dorosłe dzieci“. Jest to pierwsza naukowa monografia, która traktuje o odwróceniu ról w rodzinie, czyli Dorosłe dzieci >>>Zdrowa czy destrukcyjna parentyfikacja?Zjawisko parentyfikacji może być oceniane dwojako – jako coś budującego i zdrowego, a także zdecydowanie przeciwnie, jako siła destrukcyjna. Nie zawsze przecież świat ma tylko białe i czarne dziecko przejmuje funkcje i zadania rodziców, może mieć to pozytywny skutek. Czuje się wtedy pomocne, uczy się odpowiedzialności i buduje poczucie własnej wartości. Wie, że ma moc sprawczą, że coś zależy od niego. W dorosłym życiu osoby takie często przejmują rolę lidera, zorientowane są na cel i nie czekają, aż ktoś załatwi coś za nie. To właśnie zdrowy wymiar parentyfikacji. Maluch dorastający w rodzinie, gdzie relacje budowane są na zaufaniu i poczuciu bezpieczeństwa wie, że czasami może opiekować się bliskimi i dobrze mu to jest parentyfikacja destrukcyjna, wtedy dziecko dorasta mając poczucie, że zawsze musi opiekować się innymi, że jego potrzeby są mniej ważne. Często ceną dramatu dorosłości jest utrata poczucia siebie, które ustępuje odpowiedzialności i konieczności przystosowania się do obecnych warunków. Można wyróżnić kilka grup ryzyka, które szczególnie narażone są na destrukcyjną parentyfikację, np.:przewlekle chorzy rodzice (fizycznie i psychicznie);niepełna rodzina;rodzice w konflikcie małżeńskim;uzależnienia dorosłych – alkohol, narkotyki;rodziny ubogie;niepełnosprawne zależy też od czasu jej trwania. Czasami parentyfikacja pojawia się w momencie kryzysu, a znika wraz z jego rozwiązaniem. Sytuacja jest jednak poważna, gdy to długo utrzymujący się funkcjonalna, czyli jaka?W prosty sposób można wskazać rodzinę dysfunkcyjną, jak jest w przypadku tej w pełni funkcjonalnej? Można wyróżnić 7 charakteryzujących ją płaszczyzn:przywiązanie, zaangażowanie i bliskość;poszanowanie indywidualnych potrzeb oraz odrębności;stabilność i znajomość wzorców reakcji;elastyczność i adaptacyjność zmian;otwarta komunikacja;autorytet i przywództwo rodziców nieoparte na strachu;umiejętność radzenia sobie w – chodzi o bliskość, zaufanie, stabilność i możliwość wyrażania siebie. O jasne zasady, konsekwencje, ale także zrozumienie i jasną komunikację, o pokazywanie porażek i kryzysów, ale wspólne radzenie sobie z nimi. Rodzice są autorytetem, ale nie budują go na zakazach i zjawisko parentyfikacjiPatologiczna parentyfikacja często rozpatrywana jest w w kontekście aż 3 pokoleń – dziecko, rodzice, dziadkowie. Można zauważyć powielanie schematów, czyli odgrywanie bolesnych doświadczeń z przeszłości rodziców. To takie uregulowanie długu, narzucenie ściśle określonej roli i żądanie odnalezienia się dziecka w masce dorosłego. Jednocześnie odbierając mu głos, bo przecież nie może sam o sobie decydować i mieć własnego zdania, bo to tylko dziecko. To wielkie wyzwanie dla psychiki małego człowieka, a im dłużej proces ten jest ukryty, tym większy ciężar spoczywa na barkach którzy dokonują takiego odwrócenia ról nigdy nie doświadczyli ufności i bliskości, byli narzędziem w rękach opiekunów, ich zadaniem była realizacja konkretnych formy przybiera parentyfikacja?To zjawisko może mieć wiele form – od zarabiania pieniędzy, do opieki nad chorym rodzicem lub rodzeństwem. Dziecko może być też odpowiedzialne za wszystkie domowe obowiązki, które górują nad jego aktywnościami. To podejście instrumentalne. Emocjonalne dotyczy zaspokajania przez niego potrzeb społecznych. Może być powiernikiem rodzica lub pocieszycielem, czasami jest mediatorem, a czasami kozłem ofiarnym, na którego spada wina za każde niepowodzenie. Nie trudno Ci się pewnie domyślić, że bez względu na to, co zrobi dziecko, rodzice nigdy nie będą usatysfakcjonowani. Zawsze można przecież zrobić coś lepiej, inaczej lub najczęściej stają się głową rodziny – zarabiają na chleb i są powiernikami problemów matek. Dziewczynki zazwyczaj zajmują się domem i opiekują się bliskimi – rodzicami, rodzeństwem, parentyfikacjiMożna wyróżnić kilka wariantów, w których objawia się – obowiązkiem regularnym są np. zakupy, sprzątanie, rodzica – załatwia sprawy w imieniu rodzica, zarabia, zajmuje się jego rodzeństwa – odrabia lekcje z rodzeństwem, chodzi na wywiadówki, rezygnuje ze swoich potrzeb i oddaje ważne dla niego – mediator w kłótniach pomiędzy – dba o emocje opiekuna, podnosi go na duchu i uspakaja, rozwesela i słucha o – dziecko, które przejmuje rolę partnera jednego z rodziców (w tym parentyfikacja seksualna).Mały, dzielny człowiekDzieci, na których barkach spoczywa zbyt wiele, niż powinno, dla otoczenia zazwyczaj są “dzielne”. Przecież mając kilka-kilkanaście lat opiekują się rodzeństwem, chorymi lub uzależnionymi rodzicami i prowadzą dom. Rozumieją więcej, nie marudzą i są nad wymiar dojrzałe. Wspaniałe, prawda? Są takie dzielne… A jakie są w środku? Co siedzi w ich głowach, gdy stawia się przed nimi wyłącznie wymagania, a nie pozwala im się być sobą?Wciąż spełniają oczekiwania innych, nie mają głosu i są dokładnie takie, jakimi wymyślili ich opiekunowie. Dorastają w poczuciu uzależnienia i braku wagi ich potrzeb. W dorosłym życiu często nie lubią swojego ciała, kontrolują dokładnie swoje życie, są nerwowe i wyczulone na bodźce zewnętrzne, mają poczucie niesprawiedliwości. Chcą być zauważone i docenione. Niestety, wraz z wkroczeniem w dorosłość to wszystko nie kończy się magiczne. Jeśli nie zostają przy opiekunach i oderwą się od nich, wciąż czekają na dobre słowo i zauważenie ich jednak nie zmienia się nic – rodzice nie pytają o ich życie, potrzeby i samopoczucie. Zawsze przecież były takie dzielne i samowystarczalne, a to opiekunowie cierpieli i powinni być w centrum. To oni mieli ciężkie życie, a maluchom przychylali nieba. Taki dzielny dzieciak poradzi sobie przecież ze wszystkim, jakie on może mieć problemy? Nawet jeśli wykrzyczy ja na głos, często nie dzieje się każdy przejaw parentyfikacji jest zły, problem pojawia się jednak wtedy, gdy staje się to codziennością. Dziecko dorasta w masce dorosłego, co zmienia całe jego życie. Nie każdy poradzi sobie z codziennością, nie każdy też znajdzie siłę na przełamanie schematu. Dajmy dzieciakom głos i trochę odpowiedzialności na każdym etapie, zapewnijmy bezpieczeństwo, bądźmy opiekunami i dbajmy o nie. Nie odwracajmy ról, to my jesteśmy się na newsletterBądź na bieżąco z najciekawszymi wpisamiOtrzymuj specjalne, niepublikowanie treściPrzygotuj się na niespodzianki i prezenty 😉 Żródła: książka Dorosłe dzieci, prof. dr hab. Katarzyna Schier; ; Adam był "małym mężczyzną mamusi" - tak do niego mówiła. Jako mały mężczyzna porzuconej przez ojca matki musiał dotrzymywać jej towarzystwa, również w nocy. Mama zapraszała go do łóżka, bo sama nie mogła usnąć lub śniły jej się koszmary. Prosiła, żeby przytulał się do niej z całych sił i przysięgał, że jej nie opuści i nigdy nie skrzywdzi żadnej kobiety. Kiedy dziecko zaczyna być odpowiedzialne za dobrostan rodziny, za emocjonalny i fizyczny komfort rodzica, mówimy o parentyfikacji, czyli odwróceniu ról w rodzinie Dorośli, którzy jako dzieci musieli "grać" dorosłych, przedkładają potrzeby innych ponad swoje, dlatego często wchodzą w relacje z klasycznymi biorcami i nierzadko są wykorzystywane Ich relacje są albo zbyt bliskie lub też bliskości właściwie nie ma, bo ta kojarzy się z zagrożeniem, zobowiązaniem i uwikłaniem Więcej artykułów znajdziesz na stronie głównej Miałam 11 lat, gdy obejrzałam ten film po raz pierwszy. Nie mogłam oderwać oczu. Od tego czasu widziałam go jeszcze kilka razy. Za każdym razem jestem ogromnie poruszona historią bohaterów, a najbardziej tytułowego, czyli Gilberta Grape’a. Nie wiem, czy mieliście okazję? Film jest opowieścią o młodym człowieku, Gilbercie, poszukującym swego miejsca w życiu. Gilbert żyje w przygnębiającym miasteczku, pod jednym dachem z monstrualnie otyłą matką, niepełnosprawnym intelektualnie młodszym bratem i dość nieznośną nastoletnią siostrą. Ojciec przed laty wymiksował się z trudnej sytuacji, popełniając samobójstwo. Zdruzgotana i niewydolna matka od dawna nie opuściła domu, a Gilbert stopniowo przejął obowiązki głowy rodziny. Pracuje w sklepie, biorąc nadgodziny, żeby nakarmić matkę. Dzień i noc opiekuje się bratem. Na szczęście w jego życiu pojawia się przypadkowa turystka Becky, dzięki której życie Gilberta zacznie się zmieniać. Za każdym razem oglądałam ten film jak zahipnotyzowana. Nie tylko ze względu na Johnny'ego Deppa, któremu trudno odmówić czegokolwiek, naprawdę niezwykłą kreację Leonardo di Caprio, czy w końcu charyzmatyczną Juliette Lewis. Moje poruszenie jest związane z historią, jakich niestety wiele. Historią dramatu, jaki odbywa się w rodzinach, kiedy dziecko staje się rodzicem. Kiedy dziecko zaczyna być odpowiedzialne za dobrostan rodziny, za emocjonalny i fizyczny komfort rodzica, kiedy poświęca swoje własne potrzeby (bezpieczeństwa, troski, uwagi, opieki, rozwoju) po to, by dostosować się do potrzeb opiekuna, mówimy o parentyfikacji, czyli odwróceniu ról w rodzinie. Nie ma nic złego w tym, kiedy dziecko wchodzi w rolę troskliwego pomocnika na chwilę. Wyobraźmy sobie, że mama akurat jest przeziębiona i przez jeden wieczór prosi o to, by podać jej herbatę lub przykryć kocem. To jest w porządku. Ale jeśli rodzic przez długie tygodnie, miesiące czy lata oczekuje od dziecka, że będzie ono robić coś, co jest ponad jego siły - mówimy już o przemocy. Dziecko "bufor" - uspokaja, rozładowuje napięcie, odwraca uwagę Na przykład wchodzenie w rolę opiekuna rodzica, opiekuna do dziecka, zastępczego partnera, gosposi, asystenta, powiernika, terapeuty, mediatora, sędziego. Kiedy rodzice są chorzy (somatycznie, psychicznie), uzależnieni, ubodzy, kiedy skupieni są na swoich problemach (zdrowotnych, małżeńskich, innych) lub pracy, kiedy są nieobecni, bo zaangażowani w pomoc innym (starzejącym się rodzicom, innym potrzebującym, np. różnego rodzaju aktywiści), kiedy są rozwiedzeni, owdowiali, niestabilni emocjonalnie czy zaburzeni - łatwo jest wtłoczyć dziecko w jedną z wymienionych przeze mnie ról. Moja pacjentka Beata miała matkę chorującą na nowotwór. Jako 10-letnia dziewczynka gotowała obiady, podawała leki, robiła zakupy, zastrzyki, chodziła do apteki, a pod koniec życia mamy zmieniała pieluchy. Obok tego opiekowała się dwójką młodszego rodzeństwa. Ojciec pracował, żeby utrzymać rodzinę. Mój pacjent Adam był "małym mężczyzną mamusi" - tak do niego mówiła. Jako mały mężczyzna porzuconej przez ojca matki musiał dotrzymywać jej towarzystwa, również w nocy. Mama zapraszała go do łóżka, bo sama nie mogła usnąć lub śniły jej się koszmary. Prosiła, żeby przytulał się do niej z całych sił i przysięgał, że jej nie opuści i nigdy nie skrzywdzi żadnej kobiety. Monika była ojca "przyjaciółką". Tak ja nazywał. W tej roli mieściło się wysłuchiwanie zwierzeń ojca, w tym dotyczących matki Moniki i pocieszanie go. Moja pacjentka miała odnosić się do tego, że jej matka opędza się od ojca i nie chce z nim sypiać. Bywało, że Monika rozmawiała z mamą, próbując przekonać ją do swojego męża. Ewelina służyła w rodzinie za bufor. Uspokajała, rozładowywała napięcie, odwracała uwagę. "Najczęściej pajacowałam, rozśmieszałam wszystkich, wygłupiałam się, wszystko obracałam w żart. Czasami robiłam też za kozła ofiarnego. Przyjmowałam ciosy na siebie, żeby nie leciały gdzie indziej. Ja byłam wszystkiemu winna? - niech tak będzie. Ja sobie z tym poradzę, myślałam. No ale oczywiście się myliłam" - wyznaje dziś dziewczyna. ciąg dalszy tekstu znajdziesz pod materiałem wideo... Wyrwa nie do zaspokojenia, czyli kim są w dorosłym życiu ofiary parentyfikacji? Ewelina faktycznie się myliła, bo konsekwencje parentyfikacji są dla dziecka bardzo bolesne w skutkach. Może się wydawać, że dzieci pełniące w swoich rodzinach funkcje dorosłych są samodzielne, odpowiedzialne i dojrzałe. Tak jest tylko pozornie. Oczywiście, że z jednej strony trudno im odmówić zasobów, które wytworzyły w tak wymagających warunkach. Z drugiej jednak, niemożność zrealizowania swoich potrzeb adekwatnych do wieku sprawia, że takie dzieci utykają emocjonalnie na danym etapie i nie mogą przejść do kolejnego. W życiu dorosłym skutkuje to wyrwą nie do zaspokojenia i jednocześnie uporczywym szukaniem tegoż oraz paradoksalnie, w pewnych obszarach niedojrzałością. 1. Dorośli, którzy jako dzieci pełnili funkcje dorosłych, swoje poczucie własnej wartości utożsamiają z wyczuleniem na potrzeby innych. Jeśli uda im się je zaspokoić, czują się wartościowe i godne. W innym wypadku - winne i bezużyteczne. Ich poczucie wartości jest więc bardzo kruche i chwiejne. 2. Ponieważ tacy dorośli przedkładają potrzeby innych ponad swoje, mają kłopot z zadbaniem o siebie. Dlatego też często wchodzą w relacje z klasycznymi biorcami, nierzadko są wykorzystywane. 3. Dorośli, będący "dorosłymi" już w dzieciństwie, często mają trudność z zachowaniem właściwych granic. Ich relacje są albo zbyt bliskie lub też bliskości właściwie nie ma, bo ta kojarzy się z zagrożeniem, zobowiązaniem, uwikłaniem. 4. Tacy dorośli często są nieodpępowieni od rodziny pochodzenia, co oznacza, że nie przeszli koniecznej separacji, by móc naprawdę żyć swoim życiem. 5. Dorośli, będący w rolach dorosłych w dzieciństwie, nie potrafią prosić o pomoc i nie kierują troski wobec siebie. 6. Ich zahamowana złość i agresja (kiedy trzeba być "dorosłym", będąc dzieckiem, na wyrażoną złość i agresję zwykle nie ma miejsca) sprawia, że takie osoby stają się bezbronne wobec przemocy, zarówno tej zewnętrznej (ze strony partnera, szefa etc), jak i wewnętrznej (zachowania autoagresywne jak używki, zachowania niebezpieczne, głodzenie się, objadanie etc). 7. Z racji stłumionej agresji tacy dorośli wybierają partnerów agresywnych, ponieważ ci reprezentują tę część JA, która jest uśpiona. Będąc z nimi w bliskiej relacji możemy się w ten sposób choć trochę do tej części zbliżyć. Poprzez partnera. 8. Dorośli pełniący dorosłe funkcje, kiedy byli dziećmi są napięci, czujni. Mają tendencję do przeciążania się w związkach i w pracy. Stąd już tylko o krok do wypalenia, depresji czy chorób psychosomatycznych. 9. Ponieważ rodzice parentyfikujący swoje dzieci oczekują od nich tego, czego sami nie otrzymali od swoich rodziców, istnieje znaczne ryzyko, iż dorosłe dzieci kiedyś sparentyfikowane przez swoich opiekunów wejdą w podobny schemat ze swoimi dziećmi. Aby tego uniknąć pamiętajmy, aby pozwolić dziecku być dzieckiem, z jego wszystkimi dziecięcymi potrzebami i emocjami. Przyjaciół szukajmy w przyjaciołach, terapeutów w terapeutach. Kiedy przechodzimy przez trudny okres (rozwód, żałoba, utrata pracy, choroba) postarajmy się o wsparcie u rówieśników i fachowców, dając dziecku przekaz, że jesteśmy dorośli i sobie poradzimy. Wspierajmy swoje dzieci i nie oczekujmy, że one będą nas wspierać jak dorośli. Pamiętajmy, że relacja z dzieckiem nie jest relacją równoległą, lecz skośną. Nie przesadzajmy z pochwałami dotyczącymi dzielności i zaradności dziecka. A jeśli chcemy sprawdzić, czy nasze dzieci czują się dziećmi, zróbmy im krótki test trzech życzeń - zapytajmy o ich trzy życzenia. Jeśli będą one dotyczyć tego, żeby mamusia już nie płakała, tatuś nie pił czy żeby znalazł pracę - nie jest dobrze. Jeśli odpowiedzi będą dotyczyć czarodziejskich krain, elfów, wróżek, disneylandów czy Stasia z piaskownicy - możemy sobie pogratulować. Źródło: „Ale ta Kasia jest dzielna!”, „Patrz, jaki ten Marek zaradny, jego rodzice muszą być dumni”. Niekiedy w rozmowach dorosłych zdarza się słyszeć takie zdania i pochwały. Podziwiamy dzieci, które wydają się dojrzalsze, niż wskazywałby na to ich wiek, i chwalimy je za niemal dorosłą postawę. Jednak kiedy temu zjawisku przyjrzeć się bliżej, to możemy zauważyć, że za odpowiedzialnością i zaradnością dziecka czasami kryje się niedojrzały rodzic. Na czym polega taka zamiana ról nazywana też parentyfikacją? Parentyfikacja to taka sytuacja, kiedy dziecko spełnia potrzeby rodzica w dwóch obszarach. Pierwszy z nich to obszar działania i obowiązków. Dziecko nieustannie zajmuje się rodzeństwem, robi zakupy, sprząta cały dom, jest tłumaczem, niekiedy też musi zarabiać pieniądze. Drugi obszar to emocjonalne odwrócenie ról. Mamy z nim do czynienia wtedy, gdy dziecko zajmuje się stanami umysłu i emocjami rodzica, jest buforem lub mediatorem w relacji pomiędzy rodzicami, ratuje dorosłego, który doświadcza czegoś trudnego, na przykład cierpi na depresję albo też jego zadaniem jest wyrażanie nieustannego podziwu dla opiekuna. Zdecydowanie to właśnie ta druga forma parentyfikacji, emocjonalna, jest większym obciążeniem dla dziecka. W Pani wypowiedzi padły słowa, które często pojawiają się też w opowieściach osób parentyfikowanych, czyli “dzielne”, “dobre”, “dojrzałe”, “dorosłe”. To takie dzieci, które są pochłonięte sprawami rodzica — jego umysłem, jego realnymi potrzebami — i które wypełniają bardziej dojrzałe role niż te, które związane są z ich wiekiem metrykalnym. Można powiedzieć, że żyją nieswoim życiem, dlatego zdarza mi się określać osoby sparentyfikowane jako niewidzialne — nie ma ich, żyją życiem rodziców. Pamiętajmy jednak, żeby oddzielać zjawisko parentyfikacji od poważnych niekiedy obowiązków dziecka w rodzinie, która jest w sytuacji kryzysowej; dziecko włącza się w niej w sprawy dorosłych. Może wtedy rozwinąć poczucie odpowiedzialności. Parentyfikacja ma natomiast charakter destrukcyjny i prowadzi do poważnych konsekwencji. Ważne jest, żeby zobaczyć, czy z powodu jakiejś kryzysowej sytuacji dziecko było dzielne i rodzina to doceniła, czy też mamy do czynienia z procesem, który jest ukrytą przemocą. Istotnym kryterium jest tu, między innymi, jawność funkcji pełnionych przez dziecko. Dobrze rozumiem, że trzeba być czujnym na te słowa “dzielny”, “dobry” i zauważać, kiedy dziecko zostało zmuszone przez sytuację, by takie być, ale zostało docenione za swoją postawę, a kiedy jest niejako niezauważalne i doświadcza przemocy? Można nawet powiedzieć, że to jest rozróżnienie pomiędzy jednorazową lub kryzysową sytuacją a sytuacją ukrytej traumatyzacji, czyli nie tylko doświadczeniem trudnym czy stresowym, a takim, która przekracza możliwości radzenia sobie. Warto tu przywołać regułę 4F, opisywaną między innymi przez Peta Walkera, odnoszącą się do reakcji na traumatyczne zdarzenie. Są cztery sposoby reakcji na takie doświadczenie. Niektóre osoby reagują ucieczką (flight), inne walką (fight), zamrożeniem (freeze), lub też przymilaniem się (fawn). Ten ostatni rodzaj reakcji wydaje się mieć związek z parentyfikacją. W momencie, kiedy dziecko staje się swoistym niewolnikiem umysłu rodzica, używa przymilania po to, by znaleźć najlepszy sposób adaptacji do otoczenia rodzinnego. Oczywiście, niekiedy u jednej osoby mogą występować różne sposoby radzenia sobie z traumą. Wspomniała Pani, że parentyfikowane dzieci są niewidzialne. Wydawałoby się, że jest wręcz przeciwnie, często są chwalone za bycie dzielnymi czy dorosłymi, ale, jak teraz rozumiem, ta niewidzialność dotyczy innego obszaru — takie dzieci znikają, ponieważ przejmują rolę opiekunów, rodziców swoich rodziców. Czy można powiedzieć, że parentyfikowane osoby tracą doświadczenie swojego dzieciństwa? Absolutnie tak. W pracy psychoterapeutycznej z osobami, które doświadczyły parentyfikacji, właśnie ten wątek jest najtrudniejszy. Pacjentom często zdarza się okazywać żal za dzieciństwem, którego nie było. Wtedy płaczą albo czują po prostu wielki ból. Można taką pracę przyrównać do pracy z osobami z rodzin alkoholowych. Dzieci w takich rodzinach niekiedy przyjmują funkcję “bohatera”, ponieważ nie mają innego wyjścia — żeby przetrwać, trzeba zająć się opiekunem, żeby on, choć w niewielkim zakresie, stał się dostępny i podjął choć niektóre obowiązki rodzicielskie. Dzieci sparentyfikowane stają się niewidzialne w swoich potrzebach. W teoriach psychodynamicznych mówimy za Donaldem Winnicottem o “fałszywym Ja” czy też o masce. Można też odwołać się do koncepcji persony z teorii C. G. Junga. Przyjmuję, że dzieci w rodzinach, w których dochodzi do odwrócenia ról, zakładają właśnie taką „maskę dorosłości”. Można sobie wyobrazić sytuację, gdy maska dobrze przyklei się do twarzy. Człowiek nie wie albo zapomina, jaka jest jego własna skóra pod nią. Ale gdyby zdjął gwałtownie maskę, to miejsce po niej byłoby bardzo obolałe. To niezwykle poruszające i też trudne do wyobrażenia, co człowiek, który mierzy się z taką maską, już samemu będąc dorosłym, musi czuć. Najczęściej cytowane badania, dotyczące odwrócenia ról, które przeprowadziliśmy z kolegami z Niemiec, obejmowały niemal 1000 pacjentów z problemami psychosomatycznymi. Udało nam się wykazać zależności pomiędzy emocjonalną parentyfikacją ze strony matek w przeszłości a depresją osób sparentyfikowanych w dorosłości. Myślę, że te osoby nie mogły rozwinąć wewnętrznej instancji, która pozwala uspokajać się w sytuacjach trudnych. Nie ma obrazu kogoś takiego w środku, kto mówi, że będzie dobrze. Pozostają z brakiem a nawet z pustką. Jedna z moich pacjentek miała przez lata w telefonie SMSa od ciotki, która jej napisała kiedyś w jakiejś sprawie: „Dasz radę”. Zaglądała do niego gdy było jej ciężko, SMS pełnił rolę talizmanu. Kobieta ta nie miała mamy, na której mogłaby się oprzeć, raczej było odwrotnie. To mama została wiecznie niezadowoloną dzidzią, wyciągającą od własnych dzieci i instytucji (np. od ZUSu) ciągle jakieś usługi i świadczenia. Te osoby tęsknią za tym, czego nie miały? Bardzo poruszające są tu obserwacje klinicystów, które mówią o tym, że osoby sparentyfikowane, szczególnie kobiety, jedynaczki albo najstarsze córki w rodzinach, niekiedy mają kłopot z posiadaniem własnych dzieci. Pani zwraca uwagę na tęsknotę za czymś, czego się nie miało, a one z kolei mówią o tym, że przez całe życie miały już dziecko, własnego rodzica, który potrzebował opieki. Takie doświadczenie sprawia, że mogą nie decydować się na macierzyństwo. Ich wyzwania czyli zadania w dzieciństwie mogły być zbyt duże, żeby mogły sobie wyobrazić, że opieka nad dzieckiem wiąże się z prawdziwą przyjemnością. O swoich rodzicach mówią często używając określeń: „kula u nogi”, „ciężar na plecach” albo nawet „balast na głowie”. Szczęśliwie nie musi tak być. Wiem na podstawie wieloletniej praktyki klinicznej, że doświadczenia odwrócenia ról można przepracować, choć nie jest to zadanie łatwe. Pani Profesor, wspomniała Pani o rodzinach alkoholowych. Czy możemy mówić o jakimś modelu rodziny, w którym parentyfikacja pojawia się najczęściej? Kim są ci rodzice, którzy odwracają rolę i widzą w swoich dzieciach opiekunów? Badania, które przeprowadzaliśmy, pokazały, że dzieci z rodzin alkoholowych były częściej sparentyfikowane niż dzieci bez takich doświadczeń. Na podstawie tej korelacji nie możemy jednak wnioskować, że alkoholizm w rodzinie zawsze prowadzi do odwrócenia ról bądź że to właśnie te rodziny dominują, jeśli chodzi o zjawisko parentyfikacji. Moje kliniczne doświadczenia i niektóre wyniki badań pokazują, że rodzice, którzy odwracają role, mają problemy z postawą empatyczną czyli mówiąc metaforycznie nie są w stanie „wejść w buty” swojego dziecka, żeby zobaczyć, że ono cierpi bądź jest na coś rozwojowo niegotowe. Dla przykładu: w rodzinie migrantów mama może oczekiwać od swojego dziecka, by tłumaczyło skomplikowane słowa w sklepie czy intymne szczegóły u lekarza, i nie może sobie wyobrazić, że to dla 6-latka jest za trudne. W psychologii mówimy o mentalizowaniu, czyli wyobrażeniu sobie umysłu drugiej osoby, oraz o empatii, czyli możliwości wczucia się w stan kogoś innego. Te procesy często współwystępują. W rodzinach, w których rodzice nie mają takich umiejętności, dzieci nie mogą zaistnieć w ich umysłach ze swoimi potrzebami. Mówi się o tym, że najczęściej odwracają role rodzice, którzy mają zaburzenia osobowości i to właśnie ich konstrukcja osobowości nie pozwala im wyobrazić sobie stanu umysłu dziecka. Wspomniała Pani o kobietach, które były parentyfikowane w dzieciństwie, a w dorosłości nie decydują się na własne dzieci. Zastanawiam się, czy z Pani doświadczeń klinicznych wynika, że może być też odwrotnie, to znaczy, czy parentyfikacja może być niejako przekazywana z pokolenia na pokolenie? Wyobrażam sobie taką sytuację, że wcześniej parentyfikowany dorosły może parentyfiować teraz swoje dziecko — zwracać się do niego po to, czego nie dostał od swoich rodziców. Dokładnie tak może być. Trzeba jeszcze powiedzieć o szerszym, trudnym kontekście traumatyzacji dotyczącym polskiego społeczeństwa. Jesteśmy narodem, który poniósł w czasie wojny ogromne straty; zginęło około 6 milionów ludzi, nie licząc tych, którzy byli ranni i wywożeni z domów rodzinnych. Niewątpliwie mamy do czynienia z transgeneracyjnym przekazem braku wystarczająco dobrych relacji. Możemy analizować ten problem na kilku poziomach — neuronalnym, odnoszącym się do zmian funkcjonowania centralnego układu nerwowego u osób w ekstremalnym stresie, epigenetycznym, związanym z dziedziczeniem pozagenowym, a także na poziomie przywiązaniowym. Rodzic, który sam jest wypełniony wielkim brakiem, kiedy jest w kontakcie ze swoim malutkim, płaczącym dzieckiem, nie zawsze jest w stanie nim się zająć, ponieważ dostrzega w nim i czuje siebie samego w przeszłości. Nie może dawać, bo chciałby dostać. Czy dorosłe osoby też mogą doświadczać zjawiska podobnego do parentyfikacji? Czy to odwrócenie ról może trwać również po upłynięciu dzieciństwa? Myślę, że są dwie różne odpowiedzi na Pani pytanie. Jeśli odwrócenie ról miałoby się zacząć w dorosłości, to nie mówiłabym o parentyfikacji, tylko o specyficznej sytuacji rodzinnej, kiedy np. członek rodziny ciężko choruje, potrzebuje pomocy i wtedy trzeba się nim zająć. Niekiedy jest to wyzwanie ponad siły członków rodziny. Ale osoba, która nie doświadczyła parentyfikacji w dzieciństwie będzie miała lepsze możliwości znalezienia rozwiązania, bo nie będzie obarczona poczuciem winy. Wyniki naszych badań, o których wcześniej wspominałam, dotyczące osób z rodzin alkoholowych, pokazały, że dorośli, którzy doświadczyli odwrócenia ról w dzieciństwie, nadal czują się sparentyfikowani — nie w sposób instrumentalny, ponieważ nie muszą się już zajmować pijanym rodzicem, ale w sposób emocjonalny. Moje doświadczenia kliniczne pokazują, że ci pacjenci, szczególnie kobiety, które mają dzieci, mówią o swoistym przymusie — „No ja muszę co weekend jeździć do mamusi!”, żałują, że nie mogą spędzać weekendu z rodziną. Pojawia się w nich takie poczucie, że ciągle trzeba sprawdzać potrzeby rodzica i trudno się od nich odseparować. To, co Pani Profesor mówi, kojarzy mi się z byciem nieustannie w trybie zadaniowym — powinnam, muszę… Zwróciła Pani uwagę na ważną rzecz — ogromna część pracy z takimi osobami to jest przedefiniowanie „muszę” na „chcę”. Kiedy sparentyfikowani pacjenci zwracają się po pomoc i usłyszą pytanie o to, co chcieliby osiągnąć, nie mogą tego zdefiniować. To jest ta część bycia niewidzialnym, o której wcześniej rozmawiałyśmy: bycie niewidzialnym dla samego siebie. Można sobie wyobrazić, że dla 12-letniego dziecka liczne obowiązki i opieka nad całą rodziną mogą być trudne i obciążające. Jak odwrócenie ról wpływa na parentyfikowane dziecko? Zacznijmy od wieku przedszkolnego. W takim małym dziecku, w którego rodzinie dochodzi do odwrócenia ról, może pojawić się tendencja do kontrolowania rodziców i opieki nad nimi, lub też do karania. Wyobraźmy sobie, że mamy do czynienia z ojcem uzależnionym od alkoholu i to dziecko na widok rodzica krzyczy „No i znowu piłeś!”. Wchodzi w rolę opiekuna tego ojca, czyli zarówno pełni funkcję jego matki, jak i swojej własnej, która jako drugi dorosły w rodzinie – lubię używać takiego określenia – „abdykowała” z funkcji rodzicielskiej. Dziecko rozwija w sobie specyficzne cechy osobowości i postawę związaną z poczuciem siły, którą niektórzy charakteryzują na wymiarach osobowości narcystycznej (albo masochistycznej). Warto jednak zauważyć, że tak naprawdę za tą pozorną siłą kryje się wiele wewnętrznego cierpienia. Taka osoba może mieć na drodze swojego rozwoju zahamowany proces psychicznego oddzielania się od rodziny pochodzenia. Jest to szczególnie ważne w okresie dorastania, czyli np. o 12-letniego dziecka, o którym Pani mówi. W języku psychologicznym używamy terminów separacja i indywiduacja. To taka sytuacja, kiedy nie można porzucić wczesnodziecięcych potrzeb relacyjnych, co jest niezbędne aby móc wchodzić w nowe zadania rozwojowe. Z jednej strony osoba sparentyfikowana już w swojej dorosłości jest dojrzała i odpowiedzialna, a z drugiej ma wewnętrzną potrzebę, żeby w końcu ktoś się nią zaopiekował i był dla niej. W konsekwencji pojawia się problem z budowaniem partnerskiej relacji oraz tworzeniem w związku wymiany dawania-brania. Taka osoba ma niekiedy wręcz przymus zajmowania się innymi. Jest jeszcze wątek, o którym wcześniej wspominałam, czyli depresji oraz straty dzieciństwa, którego się nie doświadczyło. Podobnie jak w innych rodzinach dysfunkcyjnych, osoby sparentyfikowane mają często silne poczucie wstydu oraz poczucie winy, ponieważ nigdy nie są wystarczająco dobre. Kilkuletnie dziecko nie będzie doskonałym tłumaczem symultanicznym w rodzinie emigrantów, gdy musi wspierać rodziców w urzędach czy u lekarza, bo szybciej od nich nauczyło się języka. Podobnie jest w przypadku dziecka, które opiekuje się rodzicami w trudnych sytuacjach, na przykład mamą w depresji. Dziecko ma wówczas poczucie, że nie koi jej wystarczająco dobrze. Po prostu nie może tego robić dobrze, bo nie jest dorosłym. Mówiąc o konsekwencjach parentyfikacji nie można też pominąć chorób somatycznych. W momencie, kiedy występuje stałe, chroniczne napięcie, z którym umysł nie może sobie poradzić, włącza się ciało i to ciało może zacząć chorować. Reinhart Stalmann, niemiecki psychosomatyk, opisał to zjawisko przy pomocy stwierdzenia: „gdy cierpi dusza, choruje ciało”. Ale związek psychika-ciało jest bardzo złożony i należy unikać w tym obszarze uproszczeń, dotyczących prostych korelacji pomiędzy zjawiskami. A co z konsekwencjami parentyfikacji w życiu dorosłym? Moim zdaniem, najciekawsze wyniki badań w naszym trwającym kilka lat projekcie dotyczącym parentyfikacji, ujawniły związek parentyfikacji w dzieciństwie – szczególnie emocjonalnej – z zaburzeniami obrazu ciała, czyli z tym, jak dana osoba spostrzega i odczuwa siebie cieleśnie. Osoby sparetnyfikowane były bardziej od innych niezadowolone ze swojego ciała (jego funkcji oraz części), miały mniejsze poczucie witalności, a więc mniejsze poczucie siły życiowej, były też w mniejszym stopniu zorientowane na swoje zdrowie i gorzej je oceniały. Z drugiej strony bardziej niż osoby, które nie doświadczyły odwrócenia ról, koncentrowały się na sowim wyglądzie. Obszary „zapisania w ciele” doświadczeń relacyjnych w rodzinie wydają się warte dalszego analizowania i badania. W jakimś sensie przekonanie „nie jestem wystarczająco dobra” przekłada się również na postrzeganie ciała? Mogę odpowiedzieć na to pytanie w odniesieniu do jednego zjawiska, jakim jest doświadczanie dotyku w dzieciństwie. Rodzic, który nie ma przyjemności w relacji z dzieckiem, to nie jest rodzic, który dotyka z czułością. Ostatnio wydałam książkę pod redakcją pt. „Samotne ciało. Doświadczanie cielesności przez dzieci i ich rodziców”. Dwa pierwsze rozdziały, Natalii Głowackiej i Katarzyny Aksamit, są poświęcone dotykowi afektywnemu w relacji rodzic-dziecko, wskazują na różnice tej formy dotyku od dotyku pielęgnacyjnego. Jedna z pacjentek, która doświadczyła parentyfikacji, opowiadała, że jej mama pod względem pielęgnacyjnym robiła wszystko perfekcyjnie, „była rękoma” ale brakowało radości wynikającej z kontaktu, a także czułości. Ta kobieta dopiero w związku ze swoimi dziećmi poznała moc przytulania i bliskości fizycznej. Rodzic, dla którego relacja z dzieckiem nie jest przyjemna, to jest ktoś, kto nie może przekazać dziecku przyjemności związanej z doświadczaniem ciała i myśleniem o ciele w sposób pozytywny. Wspominała Pani, że parentyfikacja jest ukrytą formą przemocy. Jak w takim razie można jej zapobiegać, czy jest to w ogóle możliwe? Kiedyś na wykładzie pokazywałam studentom filmik z pogranicza sytuacji odwrócenia ról. Można go było różnie rozumieć. Niektórzy odbiorcy nie widzieli w historii samotnej dziewczynki zarabiającej pieniądze po szkole, żeby kupić dziadkowi aparat słuchowy, ukrytej formy przemocy, a właśnie dzielne, dobre dziecko, które ratuje kogoś, komu jest potrzebna pomoc. Wtedy w odpowiedzi pytałam: „Dlaczego to dziecko ma ratować? Dlaczego nie ma jakiegoś innego dorosłego, który zainteresowałby się historią tej rodziny?”, „A gdzie są instytucje zajmujące się pomocą społeczną, które mogłyby zadbać o aparat słuchowy dla dziadka?”. Myślę, że jedną z form zapobieganiu zjawisku parentyfikacji jest jak najczęstsze mówienie o nim, o jego niuansach i ogromnym cierpieniu, które jest związane z tym procesem. Moja naukowa książka „Dorosłe dzieci. Psychologiczna problematyka odwrócenia ról w rodzinie” ma kilkanaście dodruków, więc mogę przyjąć, że istnieje społeczna potrzeba, by czytać na ten temat. Z drugiej strony myślę, że jednak niespecjalnie dużo i wystarczająco głośno mówi się o odwróceniu ról na co dzień, szczególnie w krajach, gdzie funkcja poświęcania się dla innych ma kulturowo określone miejsce. Cieszę się, że Czytelnicy portalu Zdrowa Głowa będą mieli okazję poczytać o parentyfikacji i być może dzięki temu poznać bliżej to zjawisko. Dziękuję, że chciała Pani zająć się tym tematem. Dziękuję za rozmowę. Ekspertka: prof. dr. hab. Katarzyna Schier – pracuje w Katedrze Psychologii Klinicznej Dziecka i Rodziny na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Ukończyła pięcioletnie studia podyplomowe z psychoterapii dzieci i młodzieży w Heidelbergu. Jest psychoanalityczką i psychoterapeutką psychoanalityczną. Główne obszary jej zainteresowań naukowych to mechanizmy rządzące psychoterapią, problematyka genezy chorób psychosomatycznych, tematyka rozwoju oraz zaburzeń Ja cielesnego i obrazu ciała, a ostatnio także utajone formy przemocy w rodzinie, takie jak parentyfikacja. Jest autorką kilku książek „Bez tchu i bez słowa. Więź psychiczna i regulacja emocji u osób chorych na astmę oskrzelową” (GWP), „Piękne brzydactwo. Psychologiczna problematyka obrazu ciała i jego zaburzeń” (Scholar) oraz „Dorosłe dzieci. Psychologiczna problematyka odwrócenia ról w rodzinie” (Scholar). Autorka: Kinga Bartkowiak – absolwentka etnologii, studentka psychologii na Uniwersytecie SWPS w Poznaniu. Członkini Koła Naukowego Psychoterapii i Treningu. Te wpisy mogą Cię również zainteresować:

parentyfikacja w dorosłym życiu